Najczęściej zadawane pytania (227) Ortografia (589) Interpunkcja (198) Wymowa (69) Znaczenie (263) Etymologia (305) Historia języka (26) Składnia (336) Słowotwórstwo (138) Odmiana (331) Frazeologia (133) Poprawność komunikacyjna (190) Nazwy własne (435) Wyrazy obce (90) Grzeczność językowa (40) Różne (164) Wszystkie tematy (3307)
w:
Uwaga! Można wybrać dział!
Ortografia2007-06-27
Jak poprawnie zapisać – dane tele-adresowe czy teleadresowe
W polszczyźnie obowiązuje łączny zapis cząstki tele- (por. E. Polański, A. Skudrzyk Słownik pisowni łącznej i rozdzielnej), a zatem daneteleadresowe i książka jest teleadresowa, co potwierdza np. Wielki słownik wyrazów obcych PWN pod red. M. Bańki, który odnotowuje taki przymiotnik.
Katarzyna Wyrwas
Znaczenie2007-06-29
Czy wyrażenie przewodnik o książkach jest poprawne, czy powinno się raczej powiedzieć przewodnik po czymś? Tylko że przewodnik po książce lub przewodnik po książkach intuicyjnie nie brzmi dobrze...
Rzeczownik przewodnik ma bardzo wiele znaczeń, jednym z nich jest niewątpliwie ‘książka zawierająca praktyczne wiadomości, instrukcje dotyczące jakiejś dziedziny’ (Nowy słownik języka polskiego PWN pod red. E. Sobol, Warszawa 2002, s. 791). Jeżeli rozpatrujemy to konkretne znaczenie słowa przewodnik, to jedyną możliwą i prawidłową odpowiedzią jest przewodnik po czymś. Doskonały przykład, pomocny w rozwikłaniu tej zagadki, przynosi wspomniany już przed momentem słownik: Ilustrowany przewodnik po Warszawie. W tym konkretnym przypadku przewodnik jest zawsze po czymś. To, co brzmi teoretycznie źle, niekoniecznie jest formą błędną.
Grzegorz Mroczek
Ortografia2004-11-16
Proszę o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania: 1. Jak należy pisać – Kościół zjednoczeniowy czy Zjednoczeniowy, świadkowie Jehowy czy Świadkowie Jehowy? 2. Dlaczego w Roczniku Statystycznym GUS-u z 2003 r. nazwy wyznań pisanie są następująco: Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Rzymskokatolicki, Kościół Ewangelicko-Reformowany (drugi człon wielką literą), inaczej niż podają słowniki z PWN-u (drugi człon małą literą). Do czego powinni odwoływać się np. socjologowie, pisząc w swoich artykułach czy książkach o ww. wyznaniach, do słowników czy do Rocznika Statystycznego?
Wielki słownik ortograficzny PWN pod red. E. Polańskiego zaleca pisownię świadkowie Jehowy i Kościół zjednoczeniowy. Zalecana w regule 84 pisownia nazw różnych kościołów ‘jako ogółu wyznawców, organizacji, instytucji’ to także np. Kościół katolicki, Kościół rzymskokatolicki, Kościół prawosławny, Kościół anglikański, Kościół episkopalny, Kościół mariawitów, Kościół zielonoświątkowy, Kościół autokefaliczny, Kościół protestancki, Kościół grekokatolicki, Kościół unicki, Kościół koptyjski, Kościół maronicki, Kościół ormiański, Kościół polskokatolicki, Kościół reformowany itd. Urzędowe nazwy własne wyznań piszemy jednak wielkimi literami, np. Polski Narodowy Kościół Katolicki, Rosyjski Kościół Prawosławny, Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Kościół Chrześcijan Baptystów, Kościół Ewangelicko-Augsburski, Kościół Ewangelicko-Reformowany. Co do autorytetu ortograficznego, to może nim być niewątpliwie zbiór słownikowych wydawnictw PWN, gdyż słowniki sporządzają profesjonaliści (językoznawcy), roczniki statystyczne zaś niekoniecznie są takim autorytetem, niestety bowiem na pisowni nie skupią należytej uwagi. Należy więc trzymać się słowników!
Aldona Skudrzyk
Etymologia2004-11-22
Jakie jest pochodzenie słowa książka?
Wyraz książka występuje w polszczyźnie dopiero od XVIII wieku (sporadycznie od drugiej połowy XVI stulecia). Wcześniej słowo to używane było jedynie w liczbie mnogiej (pluralia tantum): książki (i książeczki), a zmiana tej formy na liczbę pojedynczą – spowodowana koniecznością odróżniania jednego egzemplarza od wielu – zaszła w XVI wieku. Forma pluralna księgi (rzadziej: książki) zachowana jest do dziś m. in. w znaczeniu specjalnym – ‘trzecia komora żołądka’ – ukształtowanym chyba na podstawie podobieństwa gęstych, cienkich fałd tej części żołądka do kart ksiąg. Prawdopodobnie miało tu swój wpływ niemieckie Buch w tym samym znaczeniu (por. K. Długosz-Kurczabowa Nowy słownik etymologiczny języka polskiego). Rzeczownik książka jest odziedziczony z prasłowiańszczyzny (*kъnigy) i stanowi zdrobnienie od wyrazu księga. Ten leksem z kolei przed XIII wiekiem występował w postaci knięgy, a następnie doszło do rozpodobnienia dwóch sąsiadujących głosek nosowych i przejście w księgy. Z analogicznym procesem mamy do czynienia w przypadku wyrazu ksiądz. Zjawisko to, konsekwentne dla wszystkich form z nagłosowym kńę- // kńą- (później kśę- // kśą-), zapoczątkowane zostało przez powstanie epentetycznego -ś-, tzn. kśń- zamiast k’ń-, potem kśń-, a zakończył się ten proces fonetyczny zanikiem -ń- przed -ę-//-ą-. Dalsza etymologia omawianego wyrazu nie jest jasna. Badacze przypuszczają, iż może on być pochodzenia orientalnego, może być zapożyczeniem asyryjskim, chińskim, tureckim lub też formą rodzimą. Zdaniem A. Brücknera (Słownik etymologiczny języka polskiego), księga jest wyrazem słowiańskim, ponieważ prasłowiańska forma wywodzi się od *kъnъ, pol. kien (zachowane w knieja) o znaczeniu ‘kłoda, kloc, pień drzewa, z którego robi się deski’, tworzone formantem -ęga (-iga). Warto również przypomnieć o staropolskich formach, pochodnych od księga: książnica – ‘biblioteka’; książnik // księżnik – ‘zajmujący się handlem książkami, księgarz’.
Joanna Przyklenk
Składnia2005-02-20
Jakie zasady rządzą podmiotem domyślnym (oczywiście w dłuższych niż zdanie pojedyncze wypowiedziach)? Znajduję w książkach takie np. zdania: 1. Dokuczał mu pęcherz i wyszedł na podwórze. 2. Głos mu się załamał i ukrył twarz w dłoniach. 3. Pies usiadł przy nim. Objął go ramieniem. Według mnie z tych zdań wynika, że: pęcherz wyszedł, głos ukrył twarz w dłoniach, a pies objął kogoś ramieniem. A może jestem za mało domyślna? Mój znajomy dziennikarz bronił kiedyś tego typu konstrukcji (choć może nie tak zabawnych), zarzucając mi, że niepotrzebnie się czepiam, bo przecież wiadomo o co chodzi.
Zasada generalna w przypadku stosowania podmiotu domyślnego jest taka, że wszelkie orzeczenia, występujące w zdaniach składowych, muszą się do niego odnosić, np. Wyszedł i zatrzasnął drzwi. W obydwu zdaniach mamy ten sam podmiot, którego domyślamy się na podstawie analizy formy fleksyjnej czasownika (3 os., l. poj., rodz. m.). Natomiast zdania przedstawione w pytaniu rzeczywiście są niefortunne i, jak Pani określiła, zabawne, ale bynajmniej nie z powodu użycia w nich podmiotu domyślnego, gdyż w pierwszym zdaniu każdego przykładu podmiot jest określony nader wyraźnie. Podmiotami są tu kolejno rzeczowniki pęcherz, głos oraz pies; i rzeczywiście dalsza część wypowiedzi do nich się odnosi, dając przy tym, zapewne niezamierzony, efekt komiczny.
Ewa Biłas-Pleszak
Składnia2005-10-18
Czy może być tak: Pod koniec ukazało się w Glasgow jej emigracyjne wydanie czy też powinno być: Pod koniec ukazało się w Glasgow emigracyjne wydanie książki?
Jeśli w zdaniu poprzedzającym występuje wyraz książka, to w następnym zdaniu można użyć w zastępstwie zaimka jej, jak w pierwszym zdaniu. Zdanie drugie może wystąpić bez takiego kontekstu, o ile tylko dodamy na końcu informację, o jaką książkę idzie. Inna rzecz, że oba zdania są niepełne – pod koniec czego?
Katarzyna Wyrwas
Słowotwórstwo2004-06-29
Mam problem ze znalezieniem informacji o funkcjach formantów. W związku z powyższym proszę o pomoc. Jakie funkcje pełnią formanty? Jak poprawnie wydzielić formant w wyrazie: czworobok? I jaką funkcję pełni formant w tym wyrazie oraz w wyrazach posprzątać, zapalić, wysprzedawać? Zaznaczę, ze przygotowuje się do egzaminu i mam już naprawdę niewiele czasu na zdobycie tych informacji, a w szkole średniej takich zagadnień nie omawialiśmy.
Poradnia nasza niestety nie udziela korepetycji, z przyjemnością natomiast podamy tytuły odpowiednich publikacji. Zastanawiam się tylko, do jakiego typu egzaminu Pani (Pan) się przygotowuje. Jeśli jest to egzamin wstępny na studia (a na to wskazywałaby wzmianka o szkole średniej), to lekturą podstawową i obowiązkową jest dostępna nawet w małych bibliotekach książka Podstawowe wiadomości z gramatyki języka polskiego Zenona Klemensiewicza, w której zagadnienie funkcji słowotwórczej formantów omawia się w § 39. Jeśli zaś jest to egzamin z gramatyki opisowej języka polskiego, to po zajęciach z tegoż przedmiotu powinna Pani (powinien Pan) wiedzieć, że istnieje (choćby!) podręcznik Renaty Grzegorczykowej Zarys słowotwórstwa polskiego. Słowotwórstwo opisowe i zainteresować się końcową częścią rozdziału III. Hasło Funkcje formantu słowotwórczego znaleźć można również w Encyklopedii języka polskiego po red. S. Urbańczyka.
Katarzyna Wyrwas
Poprawność komunikacyjna2005-04-27
Mam pytanie dotyczące użycia słowa niepoczytalny. Pracuję nad książką, w której muszę właśnie użyć terminu z polskiego prawa karnego, a więc - niepoczytalny. Ale chciałabym użyć go w sposób konsekwentny w całym tekście, w odniesieniu do idei, zachowania, koncepcji, itd. W słowniku języka polskiego pod red. S. Dubisza znalazłam połączenie z krokiem (niepoczytalny krok), książką (niepoczytalność jakiejś książki), ale z drugiej strony słyszałam również, że słowa tego można używać wyłącznie w połączeniu z człowiekiem. Prosiłabym o ustosunkowanie się do tego. Z góry dziękuję za radę.
W polskim prawie karnym niepoczytalność to «stan, w którym człowiek nie może rozpoznać znaczenia czynu lub pokierować swoim postępowaniem z powodu niedorozwoju umysłowego, choroby psychicznej lub innego zakłócenia czynności psychicznych». Istnienie połączenia niepoczytalny krok można tłumaczyć faktem, że określenie niepoczytalny – używane w połączeniu z nazwami osób (‘niezdolny do rozpoznania znaczenia własnych czynów, do kierowania swoim postępowaniem wskutek zaburzeń psychicznych nieprzytomny, szalony, furiacki’) – stosowane bywa także w celu nazwania czynów jakiejś osoby. W Uniwersalnym słowniku języka polskiego pod red. S. Dubisza nie znalazłam !niepoczytalnej książki, choć jest owszem książka niepoczytna, a sformułowanie niepoczytność jakiejś książki można znaleźć pod hasłem niepoczytność. Rzeczownik ten pochodzi od przymiotnika niepoczytny «mający niewielką liczbę czytelników, niechętnie czytany», raczej nie ma więc nic wspólnego z niepoczytalnością...
Katarzyna Wyrwas
Wyrazy obce2005-01-14
Czy istnieje w języku polskim słowo hitman zapożyczone z angielskiego i oznaczające ‘płatny morderca’? Próbuję przetłumaczyć ten sam angielski wyraz, ale użyty przez autora książki w jego własnym, nowym wyrażeniu o znaczeniu przenośnym economic hitman - oznaczające zawód ‘ekonomicznego doradcy-oszusta’ polegający na odprowadzaniu funduszy z Banku Światowego, Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID) i innych organizacji międzynarodowej pomocy na konta amerykańskich korporacji. Tłumaczenie ekonomiczny płatny morderca nie brzmi zbyt dobrze i nie oddaje w ogóle sensu.
W angielszczyźnie nazwa ta jest zapisywana rozdzielnie – hit man – por. Merriam-Webster’s Dictionary, który podaje definicję ‘a professional assassin who works for a crime syndicate’. W The American Heritage Dictionary of the English Language wyrażenie hit man (‘a man hired by a crime syndicate as a professional killer’) jest uznawane za slangowe. Z licznych stron internetowych można wywnioskować, że w Polsce mamy grę komputerową o nazwie Hitman i myślę, że słowo (skoro już bywa pisane łącznie) to znane jest głównie miłośnikom tejże gry, a to chyba zbyt mała grupa. Hitmana jeszcze z angielskiego nie zapożyczyliśmy, nie odnotowują tego wyrazu ani polskie słowniki, ani Korpus Języka Polskiego PWN, a w Internecie używany jest – jak już wspomniałam – prawie wyłącznie na stronach poświęconym grze i komiksowi Hitman, sporadycznie zdarzają się tak brzmiące internetowe nicki, również zapewne z grą i komiksem mające związek. Pozostaje problem, jak przetłumaczyć economic hitman. Jak wiadomo, czasem problemy translacyjne bywają niełatwe do rozwiązania. Nie wiem, jakiego rodzaju jest książka, którą Pani / Pan tłumaczy, np. czy może zawierać przypisy. Jeśli przypisy być w niej mogą, to proponowałabym użyć nieco krótszego polskiego odpowiednika ekonomiczny morderca lub ekonomiczny zabójca, a w przypisie umieścić uwagi na temat znaczenia angielskiego hit man oraz przenośnego economic hitman.
Katarzyna Wyrwas
Różne2004-12-15
Chciałabym się do Pani zwrócić z pytaniem o definicję gatunku literackiego, jakim jest opowiadanie. Problem powstał, gdy (w jednym z gimnazjów) osoba ucząca języka polskiego podała młodym ludziom za warunek konieczny prawidłowo skonstruowanego opowiadania wymóg użycia dialogu (!). We własnym zakresie dokonaliśmy sprawdzenia tej definicji, bodaj w trzech książkach typu słownikowego (Słownik terminów literackich itp.). Znaleźliśmy sformułowania mówiące jedynie o bardziej swobodnej kompozycji opowiadania w stosunku do noweli. Przyznam, że ja sama nie mam wątpliwości, co do dowolności stosowania dialogu w opowiadaniu, natomiast szukamy jakiegoś potwierdzenia typu „czarno na białym”. Gdyby zechciała nam Pani w tym pomóc, wskazując np. odpowiednia literaturę, byłoby miło.
Z pozdrowieniami :-) Dorota B.
Szanowna Pani! Domyślam się, że gimnazjaliści na lekcji języka polskiego mieli się nauczyć pisać opowiadania. Nauczycielka miała zapewne jak najlepsze intencje – chciała, aby w tworzonych przez siebie tekstach uczniowie zawarli jak najwięcej składników dla tej formy typowych i by przyswoili sobie sposoby wprowadzania dialogów postaci w toku narracji. Z punktu widzenia dydaktycznego nie można jej zatem potępiać, obawiam się jednak, że nigdzie nie znajdziemy potwierdzenia dla tak kategorycznego stwierdzenia, iż dialog (lub monolog) jest koniecznym składnikiem opowiadania, choć przecież i w literaturze, i w codziennych opowiadaniach często przytacza się wypowiedzi bohaterów.
Ten literacki gatunek narracyjny – podobnie jak opowiadanie potoczne – nigdy nie miał wyraźnie określonych elementów budowy, jedynym jego wyznacznikiem morfologicznym jest fabuła ukazująca przebieg (zwykle chronologiczny) zdarzeń w czasie oraz czas przeszły lub praesens historicum (czas teraźniejszy użyty w funkcji czasu przeszłego).
Z opowiadaniem w naturalny sposób łączy się chyba jedynie opis, który (zwłaszcza w narracjach potocznych) niekoniecznie musi się pojawiać jako większa całość, może mieć jedynie charakter pierwiastkowy.
Skoro sprawdzała już Pani w aż trzech słownikach, to definicję opowiadania Pani zna. Kilkadziesiąt stron informacji na temat opowiadania zawiera np. Zarys teorii literatury M. Głowińskiego, A. Okopień-Sławińskiej i J. Sławińskiego.
Katarzyna Wyrwas
Różne2005-11-22
Co to jest język propagandy politycznej, czym się charakteryzuje i jakie są najważniejsze jego cechy?
Jest wiele opracowań dotyczących języka propagandy politycznej, w których można znaleźć jego cechy. Polecam jedno z nich: A. Zwoliński: Słowo w relacjach społecznych. Kraków 2003. W rozdziałach: Język polityki, Nowomowa komunizmu, Nowa nowomowa i Propaganda można znaleźć informacje dotyczące tego zagadnienia i wskazówki bibliograficzne.
Romualda Piętkowa

PS Ważną pozycją dotyczącą tego zagadnienia jest również książka O języku polskiej propagandy politycznej lat siedemdziesiątych Jerzego Bralczyka.
Składnia2008-02-01
Mam pytanie dotyczące tytułu książki, brzmiącego Trzech panów w łódce (nie licząc psa). W jakim przypadku występują owi panowie (D. czy B.) i dlaczego nie jest to mianownik? Dodam, że tytuł, jak i książka, jest przekładem z jęz. angielskiego.
Fakt, że dzieło o takim tytule jest przełożone z języka obcego nie ma nic do rzeczy. Polszczyzna ma swoje zasady, a w tym przypadku w grę wchodzą prawidła polskiej składni, czyli budowy zdania z formami liczebników. Kiedy formy liczebników 2-4 łączą się z rzeczownikami męskoosobowymi, a więc takimi, które nazywają osoby rodzaju męskiego, jak pan, chłopiec, student, polszczyzna dopuszcza dwa sposoby tworzenia połączeń: albo w związku zgody (dwaj panowie, trzej chłopcy, czterej studenci), albo w związku rządu (dwóch panów, trzech chłopców, czterech studentów). W przypadku konstrukcji w związku zgody obie formy są mianownikami, w związku rządu natomiast liczebnik wymaga, aby połączony z nim rzeczownik przybrał formę dopełniacza, a zatem w konstrukcji trzech panów rzeczownik jest w dopełniaczu. Można byłoby równie poprawnie utworzyć tytuł z formą mianownika panowie – Trzej panowie w łódce (nie licząc psa), ale w użyciu upowszechnił się już tytuł w innej formie i tylko on jest polską nazwą dla dzieła Jerome’a K. Jerome’a, które w oryginale nazywa się Three Men in a Boat, to Say Nothing of the Dog. Warto zauważyć, że istnieje wiele innych tytułów o analogicznej budowie, które funkcjonują wyłącznie w jednej formie, por. np. Dwaj panowie z Werony, Trzej muszkieterowie, Trzech Budrysów, Czterej pancerni i pies i in. Równie poprawne byłyby wersje: Dwóch panów z Werony, Trzej Budrysowie, Czterech pancernych i pies.
Składnia2008-02-01
Jakim przypadkiem rządzi czasownik upatrywać w zdaniach: w (kimś, czymś np. Anglii) upatrywał ostoi - czy – ostoję? oraz w książkach upatrywał narzędzia - czy – narzędzie oświecenia ludu?
Czasownik upatrzyć (upatrywać) o znaczeniu ‘obserwując dostrzec (dostrzegać) coś szczególnego, dopatrzyć się (dopatrywać się), doszukać się (doszukiwać się) czegoś’ ma w polszczyźnie schemat ktoś upatruje czegoś w czymś, a owo czegoś powinno wystąpić w dopełniaczu, nie zaś w bierniku, dlatego też poprawne są wersje w Anglii upatrywał ostoi, w książkach upatrywał narzędzia oświecenia ludu. Czasownik ten używany jest również w znaczeniu ‘obserwując wyszukać (wyszukiwać) kogoś albo coś odpowiedniego, spełniającego określony warunek’, np. Upatrzyła sobie modny kapelusz. Upatrzył sobie ładną pannę i – jak widać – dopełnienie jego przybiera formę biernika (kapelusz, pannę).
Katarzyna Wyrwas
Wyrazy obce2008-08-21
Zwracam się do Państwa z prośbą o rozwianie moich wątpliwości dotyczących następujących wyrazów: aloprzeszczep czy alloprzeszczep; aloprzeciwciała czy alloprzeciwciała. Słownik języka polskiego PWN i słowniki ortograficzne podają tylko pierwszą wersję (którą sam chętnie stosuję), tymczasem w piśmiennictwie, książkach itp. częściej spotykana jest druga forma. Która z nich jest poprawna? Przy okazji może uda mi się wreszcie przekonać mojego zwierzchnika, który w każdej pisanej przeze mnie pracy z upodobaniem poprawia na wersję z dwoma l.
Trzeba wierzyć danym ze słowników. Obowiązuje pisownia aloprzeszczep i aloprzeciwciała.
Wiele wyrazów zapożyczonych z podwojonymi głoskami traci owo podwojenie, kiedy wyraz zaczyna się adaptować do naszego języka. Podwojone głoski zanikają zwłaszcza tam, gdzie nie są wymawiane jako dwie, w wyrazach zaś, w których geminaty owe są wymawiane, pozostają także w piśmie, por. np.lasso, hossa, motto, corrida i in. W słowach o pierwszym członie alo- pochodzącym z greckiego állos- ‘inny’: alochton, alochromatyzm, alofon, alomorf, alonim, alogamia, alogeniczny, alograf, alotropia współcześnie obowiązuje wyłącznie pisownia z pojedynczym l (zob. Uniwersalny słownik języka polskiego PWN, Wielki słownik ortograficzny języka polskiego PWN. Także w wyrazach z állos- nie mających nic wspólnego pochodzenia łacińskiego: alodium, alokacja, alokucja czy francuskiego alonż, alopata pisownia z podwojonym l stopniowo uległa uproszczeniu.
Warto zauważyć, że niektóre z tych wyrazów odnotowane są w Słowniku języka polskiego pod red. red. A. Zdanowicza i in. (t. 1, Wilno 1861) w pisowni sprzed adaptacji: allegować, alleopata, alleopatja, allewjacja, allodialny, allodjum, allokacja, allokucja, alludować; w takiejże pisowni ówcześnie, czyli pod koniec XIX wieku występował wyraz aluzja i był zapisywany jako alluzja. W wydanym w 1900 roku pierwszym tomie Słownika języka polskiego pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedziego mamy już tylko jedną formę z podwójnym l: allodoksja, bez definicji, bo z odesłaniem do formy nowszej alodoksja. Był to więc zapewne czas, gdy proces adaptacji tego wyrazu obcego dobiegał już końca.
Prześledzenie zawartości starszych słowników pozwala nam obserwować pewne etapy przyswajania wyrazów obcych. W wydanym w latach 50.-60. Słowniku języka polskiego PAN pod red. W. Doroszewskiego odnotowane są jeszcze formy alochton, alochtoniczny, allonim obok form już zaadaptowanych alochromatyczny, alofon, alogamia, alotropia (w tymże słowniku znaleźć można formy alosaur i dinosaur (z formą oboczną dinozaur umieszczoną na drugim miejscu), podczas gdy współczesnych słownikach mamy już przyswojone alozaur i dinozaur).
Dla porównania warto dodać, że niedawno zapożyczony skaner pochodzący od angielskiego scanner ma w polskiej pisowni pojedyncze n, a w przypadku wyrazu banner proces spolszczania pisowni trwa nadal – nie wymawia się geminaty, a w pisowni dopuszczalne są dwie wersje: banner i baner (por. uwagi Mirosława Bańko w Poradni Językowej PWN oraz w książce Poprawnie po polsku. Poradnik językowy PWN pod red. A. Kubiak-Sokół, Warszawa 2007, s. 325). Współcześnie używane formy grill, grillować i grillowanie także być może z czasem zmienią pisownię, gdyż podwójne l nie jest w nich wymawiane, a już teraz obserwować można niejednokrotnie formy z jednym l na różnych stronach internetowych zawierających: informacje, przepisy kulinarne, na stronach radia, gazet itd. Przed laty Witold Doroszewski pisał: „zastępowanie [w wyrazach obcych – K. W.] podwójnych liter spółgłoskowych literą pojedynczą jest zgodne z ogólną tendencją pisowni polskiej: dawniej się pisało klassa, summa, komissya (…)” (W. Doroszewski, O kulturę słowa. Poradnik językowy, t. 1, Warszawa 1964, s. 821).
Katarzyna Wyrwas
Nazwy własne (pisownia i odmiana)2008-12-04
Jak odmieniać nazwisko kobiety brzmiące Maciążka? Posiadaczka upiera się, że nie powinno się go odmieniać.
Nosiciele nazwisk często upierają się, że ich nazwiska się nie odmieniają… Co więcej: żądają, aby nie odmieniać! Przekonanie to jest błędne i ze wszech miar szkodliwe. Polszczyzna jest językiem tak doskonałym, że jest w stanie stworzyć formy odmiany nawet dla nazwisk obcych: nazwisk George’a Busha, Nicolasa Sarkozy’ego, Charles’a de Gaulle’a, Salvadora Dalego, Josepha Ratzingera i innych, dlaczego zatem mielibyśmy o macoszemu traktować nazwiska rodzime? Nazwisko Maciążka oczywiście się odmienia i to analogicznie do rzeczownika pospolitego książka: D. Marii Maciążki, CMs. Marii Maciążce, B. Marię Maciążkę, N. Marią Maciążką. Tu zapewne może pojawić się argument, że nazwisko takie w formach przypadków zależnych (a więc odmienione) nie będzie rozpoznawalne, że trudno będzie ustalić formę mianownika, czyli formę, którą zapisano w dokumentach stanu cywilnego. Analogia do wyrazu książka przekonuje jednak, że tylko osoba niezbyt bystra, niezbyt obeznana z polszczyzną lub też bardzo negatywnie nastawiona mogłaby nie domyślić się, jaką formę ma mianownik! Powtarzam zatem za tytułem artykułu prof. Ireny Bajerowej: wstyd nie odmieniać nazwisk. Zwłaszcza swojego.
Katarzyna Wyrwas
Interpunkcja2010-02-05
Już kilka razy – m.in. w książkach renomowanych wydawnictw – napotkałam na sytuację, w której pominięto przecinek przed czyli. Były to konstrukcje typu: wtorek czyli wielkie zamieszanie, Rebis czyli kamień filozofówi. Czy pominięcie przecinka jest tu dopuszczalne (nie licząc względów typograficznych, czyli np. na okładce książki)?
Przecinek przed czyli można pominąć tylko ze względów edytorsko-typograficznych. W każdej innej sytuacji spójnik ten poprzedzamy znakiem interpunkcyjnym.
Katarzyna Mazur
Grzeczność językowa2015-01-16
Mój przełożony ma zwyczaj zwracać się do swoich podwładnych w trzeciej osobie, np.: Czy napisał już to pismo? lub Czy musi już wyjść? (do kobiety). Jak do takiej formy zwracania się ustosunkowuje się język polski?
We współczesnej polszczyźnie istnieją dwie formy zwracania się do rozmówcy:
1) na ty (bycie na ty – w przypadku osób dorosłych – oznacza obustronną zgodę na wkraczanie na obszar prywatności partnera rozmowy);
2) na pani/pan (uczestnicy relacji mają wyraźnie zakreślony wokół siebie obszar prywatności, na który nie wolno im wzajemnie wchodzić).
Bycie na ty łączy się z użyciem czasowników w 2. os. lp., np. Czy napisałaś już list?, a bycie na pani/pan – z 3. os. lp., np. Czy pani napisała już list? Czy pan napisał już list?. Wobec adresata zbiorowego w normie wysokiej stosowane są czasownikowe formy 3. os. lm., odpowiednio: Czy napisaliście już list? Czy napisałyście już list? oraz Czy panie napisały już list? Czy panowie napisali już list? Czy państwo napisali już list?.
W mniej starannych wypowiedziach dopuszczalne jest użycie formy 2. os. lm.: Czy panie napisałyście już list? Czy panowie napisaliście już list? Czy państwo napisaliście już list?.
Forma, którą Pani cytuje, istniała jeszcze w XX-wiecznej polszczyźnie czasów międzywojennych i była używana w stosunku do osób nisko stojących w hierarchii społecznej, czyli wobec służby. Zauważymy ten zwyczaj w filmach z tego okresu w scenach, kiedy państwo wydają rozkazy służącym, czasem z wymową grasejującą (czyli z wymową głoski r na sposób francuski).
Zwracanie się do odbiorcy przez on/ona (z pominięciem tego zaimka) wyszło z użycia i jest obecnie uznawane za niepoprawne, niestosowne, niegrzeczne, uwłaczające, poniżające dla osoby, wobec której jest kierowane.
Forma ta bywa czasem używana obecnie jako sposób zwracania się do rozmówcy żartobliwy, stając się elementem gry językowej. Ważne jednak, by taka gra była akceptowana przez obie strony interakcji. Inaczej będzie to przekroczenie norm grzecznościowych obowiązujących we współczesnej polszczyźnie.
Wiedzę o przedwojennej grzeczności przynosi książka Tomasza Adama Pruszaka „Ziemiański savoir-vivre” (Warszawa 2014). O współczesnej etykiecie językowej pisze Małgorzata Marcjanik w książce „Słownik językowego savoir-vivre’u” (Warszawa 2014).
Małgorzata Kita

PS. Ten sam problem postawił Pytający przed Poradnią Językową PWN. Odpowiedź prof. Małgorzaty Marcjanik można znaleźć tutaj: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Czy-musi-wyjsc;15734.html [red.].
Odmiana2015-02-10
Która forma jest poprawna: jestem pewien czy jestem pewny?
Wystarczyłoby odpowiedzieć, że poprawne są obie formy, ale warto dodać do tego stwierdzenia kilka słów komentarza, aby zilustrować zmiany, które zaszły w polszczyźnie na przestrzeni wieków. Jeszcze w staropolszczyźnie (XII–XV/XVI w.) przymiotniki miały dwa typy odmiany: prosty (rzeczownikowy) oraz złożony (zaimkowy). Dzisiejsza forma pewien to relikt dawnej prostej odmiany przymiotników (pewien, pewn-a, pewn-u itd.), która w XVI wieku została zastąpiona odmianą złożoną (pewn-y, pewn-ego, pewn-emu itd.), a tylko nieliczne, szczątkowe formy odmiany prostej, takie jak rad, ciekaw, pełen, gotów, winien, łaskaw, wart, wesół pozostały w języku do dziś, lecz ich użycia ograniczają się do występowania w funkcji orzecznika, czyli części orzeczenia imiennego, w takich np. połączeniach, jak:
Bądź zdrów.
Bądź łaskaw.
Nie jestem godzien.
Jest winien.
Jestem gotów.
Dlaczegoś dzisiaj taki wesół?
Rad jestem, że przyszedłeś.
Ciekaw jestem, czy przyjdzie.
Nie jest tego wart.

Formy dłuższe, czyli mające odmianę zaimkową, pełnią w zadaniach funkcję przydawki, czyli określenia rzeczownika, np. zdrowa żywność, gotowa praca, łaskawy monarcha, ciekawa książka itp.
Warto wspomnieć, że dzisiejsze przysłówki to również dawne przymiotniki w odmianie prostej, ale rodzaju nijakiego, np. wesoło, prosto (mianownik liczby pojedynczej), z cicha, z nagła (dopełniacz liczby pojedynczej), po cichu, po polsku (celownik liczby pojedynczej), wkrótce, wcale (miejscownik liczby pojedynczej).
Kinga Knapik
Grzeczność językowa2015-02-22
Witam.
„Może Pani nie gadać, bo my próbujemy się skupić i wykonać pracę, którą robimy” – lekko podniesionym głosem by przekżyczeć wrzawę.
Chciałabym się zapytać, czy powyższy zwrot jest niestosowny kierując go do nauczyciela, który notorycznie przez swoje mówienie przeszkadzał w pisaniu już wspomnianej samodzielnej pracy na lekcji a i tak już było to utrudnione gdyż musieliśmy czytać i pisać w sali, w której były pozasłaniane żaluzje i zgaszone światło, robiliśmy to przy świecach. Owy nauczyciel ciągle zwracał uwagę uczniom, żeby nie rozmawiali a to była praca grupowa.
Szukałam i znalazłam to: gadać pot. «mówić, rozmawiać, opowiadać» i jednym z synonimów słowa gadać jest np. dużo mówić. Pytam się gdyż wspomniana Pani poprosiła mnie po lekcjach, zrobiła mi wykład, że było to niestosowne i że jest inna etykieta zwracania się do nauczyciela niż do kolegów, jeśli próbowałam się tłumaczyć, że ja tak po prostu mówię (ponadto mieszkam na śląsku i moi rodzice są ślązakami) nie zwracając czy to kieruję do kolegi, nauczyciela czy kogokolwiek innego. I ponadto dostałam taką uwagę: Z przykrością informuję o wpisaniu Patrycji uwagi z zachowania, ze względu na bardzo niestosowne zwrócenie się do mnie w czasie lekcji j. polskiego. Anita L.
Pytam się, bo chciałabym wiedzieć czy w końcu jest to poprawne, ponieważ Pani akurat przyczepiła się do słowa „gadać”.
Szanowna Pani,
użyła Pani niewłaściwego słowa, niewłaściwie i niegrzecznie się Pani zachowała wobec nauczycielki, używając nieodpowiedniego aktu mowy. To krótka odpowiedź na Pani pytanie.
Dodam, że Pani mail też nie jest poprawny. Brakuje w nim obudowy grzecznościowej, nie jest zgodny z netykietą. Ponadto popełniła Pani w nim bardzo liczne błędy językowe, stylistyczne, ortograficzne.
A teraz wyjaśnienia bardziej szczegółowe.
Słowo gadać oznacza ‘mówić’, ale to, co ważne, to kwalifikator pot., występujący w definicji. Mówi on, że to słowo jest potoczne. Jako takie nie powinno znaleźć się w wypowiedzi w sytuacji oficjalnej, czyli m.in. w szkole, skierowane do nauczyciela. Jego użycie w opisanej sytuacji jest błędem natury pragmatycznej lub inaczej ujmując: błędem socjolingwistycznym. Krótko mówiąc: nieodpowiednim w przedstawionej sytuacji, w zwrocie ucznia do nauczyciela. Można też go nazwać błędem stylistycznym, bo został użyty element stylu potocznego w kontekście niepotocznym.
Warto też mieć na uwadze synonimy słowa gadać; znajdują się one na stronie http://sjp.pwn.pl/szukaj/gada%C4%87.html: nawijać, terkotać, chlapać językiem (ozorem), nadawać, kłapać dziobem, trajkotać, bajtlować, klekotać, paplać, trajlować, mleć językiem (ozorem), gdakać, klepać, trzepać, pytlować, brechać, trzepać językiem (ozorem).
One także, podobnie jak gadać, mają kwalifikator pot., czyli mogą być używane tylko wówczas, kiedy posługujemy się potoczną odmianą języka. Lekcja stanowi sytuację, kiedy słownictwo języka potocznego może pojawić się tylko jako cytat.
W śląszczyźnie wyraz gadać (godać) występuje, ale etnolekt nie jest odmianą właściwą komunikacji w szkole.
Równie ważne, jak niewłaściwe użycie słowa gadać, jest to, że użyła Pani niestosownego w danej sytuacji aktu mowy, czyli wydała Pani nauczycielowi polecenie, by zamilkł. Nawet jeśli w Pani intencji miała to być prośba, została ona wyrażona bardzo stanowczo. Nie bez znaczenia jest także ton wypowiedzi, jak sama Pani pisze: „lekko podniesionym głosem by przekżyczeć wrzawę” (zachowuję pisownię oryginału).
Jak rozumiem z Pani opisu, nauczyciel uciszał hałas w klasie, by stworzyć warunki sprzyjające skupieniu koniecznemu przy pracy. W sali musiało być głośno, skoro musiała Pani mówić „lekko podniesionym głosem”. Jak rozumiem, nie przeszkadzała Pani „wrzawa”, natomiast nauczyciel, który usiłował skłonić uczniów do cichszego zachowania, przeszkadzał. Nie neguję Pani prawa do asertywności, ale powinna być ona zwerbalizowana odpowiednio do sytuacji, a w tym przypadku zwracała się Pani do nauczyciela, osoby od Pani starszej i przełożonego.
Polska grzeczność nakłada na mówiącego obowiązek uwzględniania, z kim rozmawia, w jakiej sytuacji. Jakkolwiek żyjemy w kulturze indywidualizmu, podlegamy jednak pewnym konwencjom, a jedną z nich jest grzeczność, czyli – jak pisał Kazimierz Ożóg – „system społecznie zaaprobowanych i powszechnie przyjętych norm określających kulturalny sposób zachowania (także i werbalnego) członków danej grupy w kontaktach między sobą”. W polskiej (i nie tylko polskiej) rzeczywistości komunikacyjnej nie jest dopuszczalny tak skrajny indywidualizm, jaki Pani wyraża, pisząc: „[…] ja tak po prostu mówię (ponadto mieszkam na śląsku i moi rodzice są ślązakami) nie zwracając czy to kieruję do kolegi, nauczyciela czy kogokolwiek innego” (zachowuję pisownię oryginału). Jeśli chce Pani tak właśnie postępować, powinna Pani godzić się na różne reakcje na Pani niestandardowe zachowania, na niepodporządkowanie się społecznie przyjętym zasadom. W opisanym przypadku tą reakcją było zwrócenie Pani uwagi przez nauczyciela.
Przypomnę zasady polskiej grzeczności językowej, które tak ujmuje Małgorzata Marcjanik:
1) okazywanie szacunku partnerowi (zwłaszcza osobom starszym, kobietom, przełożonym, osobom pełniącym cieszące się społecznym prestiżem funkcje), w tym umniejszanie roli nadawcy,
2) przejawianie zainteresowania sprawami ważnymi dla partnera i najbliższej jego rodziny, głównie małżonka (zwłaszcza stanem zdrowia, działalnością zawodową, aktualnymi wydarzeniami rodzinnymi i faktami z życia zawodowego).
W Pani wypowiedzi nie widać szacunku dla rozmówcy.
Grzeczność to rodzaj społecznie akceptowanej gry. Zachowanie grzecznościowe podlega nadrzędnej zasadzie: „nie wypada nie…”, natomiast motywacją dla jego stosowania jest troska o poszanowanie partnera. Jak pisze Małgorzata Marcjanik:

„Zasady tej gry, ze wszech miar pożytecznej dla stosunków międzyludzkich, przyswajamy w dzieciństwie, w procesie nabywania w społeczeństwie języka, wartości, wzorów. Nieocenionym praktycznym źródłem wiedzy na ten temat jest w dzieciństwie dom rodzinny (w mniejszym stopniu przedszkole, a potem szkoła); to tu młody człowiek spotyka się z wieloma sytuacjami wymagającymi zachowań grzecznościowych. Grzeczność bowiem to zbiór reakcji na określone bodźce sytuacyjne. Obserwacja zachowań dorosłych członków rodziny oraz udzielane przez nich wskazówki uczą dziecko, jak ma się zachować w konkretnych sytuacjach: przy stole, podczas wizyty zaproszonych gości, gdy dostanie prezent, gdy umrze ktoś z rodziny itd. I gdy dziecko staje się dorosłym, ma już zazwyczaj przyswojone i utrwalone zasady grzeczności, dzięki którym jest pełnoprawnym członkiem społeczności”.

Grzeczności uczy nas też literatura – czasem mimochodem, czasem w sposób zamierzony. Jeden z pierwszych polskich tekstów literackich, który powstał około 1400, roku, a zamieszczony został w kodeksie z roku 1415, nosi tytuł „O zachowaniu się przy stole” lub „O chlebowym stole”. Jego treścią jest ówczesna kultura biesiadna i cześć oddawana kobiecie.
Grzeczności trzeba się uczyć i, co ważne, można się jej nauczyć. Pomaga w tym także bardzo popularny typ książki, zwany ogólnie poradnikiem dobrych manier. Każdy znajdzie książkę odpowiadającą jego potrzebom: poradniki dla dzieci i ich rodziców, dla młodzieży, dla dorosłych, dla kobiet i dla mężczyzn, dla pracownika i dla szefa, dla biznesmena, także tego prowadzącego interesy z partnerami zagranicznymi, dla turysty podróżującego po świecie, dla dyplomaty. Poradnik podpowiada, jak zachować się w szkole, przy stole i przy biurku, w sytuacjach prywatnych i sytuacjach oficjalnych, w kościele itd.
Od niedawna dysponujemy słownikiem, który może służyć pomocą, kiedy nie wiemy lub nie jesteśmy pewni, jakich formuł językowych użyć w danej sytuacji. To książka prof. Małgorzaty Marcjanik, językoznawczyni zajmującej się etykietą językową: „Słownik językowego savoir-vivre’u” (2014). Zamierzeniem autorki było zgromadzenie najczęściej używanych przez Polaków wszystkich pokoleń na przełomie XX i XXI wieku zwrotów grzecznościowych oraz sklasyfikowanie ich według pełnionych przez nie funkcji grzecznościowych, takich jak powitania, życzenia, pozdrowienia, pożegnania, oraz reakcje na nie. W słowniku znalazły się więc zarówno zwroty grzecznościowe używane przez średnie i starsze pokolenie (niektóre, nieliczne zresztą, z kwalifikacją typu „przestarzałe” czy „wychodzące z użycia” w obrębie definicji), jak również zwroty używane przez pokolenie młode, w tym najmłodsze – osoby nastoletnie, a nawet kilkuletnie (uczniów początkowych klas szkoły podstawowej).
Można traktować grzeczność językową jako wyższą formę ludzkiego zachowania, która na co dzień nie jest niezbędna, a wręcz uznawana bywa za rodzaj zbytku, luksusu czy ornamentu. Uważam jednak, że życie bez grzeczności byłoby wręcz niemożliwe. Nie zauważa się grzeczności, gdy jej reguły są respektowane, ale odstępstwo w tej dziedzinie (zarówno zachowanie ewidentnie niegrzeczne, jak i „zapomnienie” o powiedzeniu odpowiedniej formuły) wywołują niechętną reakcję.
Małgorzata Kita
Różne2015-03-27
Jaka jest różnica miedzy się jako morfemem słowotwórczym a gramatycznym ?
Wyraz się w połączeniu z czasownikiem może pełnić funkcję morfemu słowotwórczego, morfemu gramatycznego lub zaimka zwrotnego.
Według Krystyny Wilczewskiej się jest w połączeniu z czasownikiem morfemem słowotwórczym, jeśli czasownik daje się sprowadzić do bezokolicznika, chodzi tu o stronę zwrotną, stronę bierną oraz czasowniki, w których się wskazuje na jednostkę leksykalną nie powiązaną z czasownikiem czynnym żywotnym. Z morfemem gramatycznym się mamy do czynienia, gdy występuje jako fleksyjny wykładnik formy bezosobowej przy trzeciej osobie liczby pojedynczej we wszystkich czasach i trybach. Wilczewska wyjaśnia różnicę na poniższych przykładach:

1. ta książka przyjemnie się czyta,
2. tę książkę się przyjemnie czyta.

W pierwszym zdaniu czasownik można sprowadzić do bezokolicznika: ta książka może się przyjemnie czytać, dlatego się jest tutaj morfemem słowotwórczym. Analogiczne przekształcenie zdania drugiego jest niemożliwe. Modyfikacja typu tę książkę może się przyjemnie czytać znacznie różni się od wcześniejszej, się wchodzi tu w skład czasownika móc. Się w przykładzie (tę książkę przyjemnie się czyta) jest morfemem gramatycznym.
Zygmunt Saloni pisze, że się jako morfem jest dość nietypowe. Jeżeli połączone jest z bezokolicznikiem, wtedy jest morfemem słowotwórczym, istnieje bowiem pełny paradygmat zarówno z się, jak i bez się. Przy czym znaczenie czasownika z się różni się od znaczenia danego czasownika bez się. Saloni wydaje się nie uznawać rozumienia morfemu gramatycznego Wilczewskiej. Traktuje się jako osobny wyraz przyjmujący tylko i wyłącznie postać mianownika. Morfemem fleksyjnym jest dla niego połączenie form dwóch osobnych wyrazów: się i słowa osobowego (oprac. na podstawie: K. Wilczewska „Czasowniki zwrotne we współczesnej polszczyźnie”, Toruń 1966; Z. Saloni „Cechy składniowe polskiego czasownika”, Wrocław 1976).
Barbara Matuszczyk

1 2